Gdy Bóg drzwi zamyka, to jednak nie otwiera okna...
beta dwóch zarodków w 10 dpt 0,2.
procedurę nr 2 uważam za zamkniętą.
łzy się polały.
****
obmyślam plan B.
przede wszystkim chcę zmienić lekarza - o ile mi się to uda,
niestety muszę się dostosować godzinami, w których mogę odbywać wizyty.
nie mogę się kierować własnymi sympatiami.
ostatnim razem ginka mówiła, że między stymulacjami muszą być 3 miesiące przerwy,
spotkałyście się z taką opinią?
jeśli stosowałyście embrio glue - czy macie to wpisane w karcie z transferu?
myślę jeszcze o scratchingu...
i o zrobieniu dodatkowych badań... nie wiem... genetycznych?
coś jest nie tak z zarodkami...
na myśl o kolejnym transferze oblewa mnie zimny pot...
nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą program rządowy IVF. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą program rządowy IVF. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 marca 2016
środa, 9 marca 2016
sobota, 5 marca 2016
piątek, 4 marca 2016
Krótko.
Zbieram siły.
zapomniałam ile stresu i wysiłku kosztuje procedura...
i pieniędzy.
wczoraj miałam punkcję,
niestety nie wiem ile dokładnie pobrano komórek,
bo nie miałam możliwości porozmawiania z kimkolwiek...
to, co się działo w klinice zakrawa na kiepski żart.
taśmówka pełną parą.
jutro transfer.
pomyślcie o mnie ciepło...
zapomniałam ile stresu i wysiłku kosztuje procedura...
i pieniędzy.
wczoraj miałam punkcję,
niestety nie wiem ile dokładnie pobrano komórek,
bo nie miałam możliwości porozmawiania z kimkolwiek...
to, co się działo w klinice zakrawa na kiepski żart.
taśmówka pełną parą.
jutro transfer.
pomyślcie o mnie ciepło...
środa, 2 marca 2016
Zestresowana...
Niby wiem jak to jest...
już to wszystko przerabiałam...
ale jakoś bardzo mnie stresuje jutrzejszy dzień...
za dużo nerwów, złych emocji,
zamieszanie z kliniką, które nie wiem jak się skończy...
stymulacja skończona.
Ovitrelle wstrzyknięty wczoraj wieczorem...
punkcja jutro.
już to wszystko przerabiałam...
ale jakoś bardzo mnie stresuje jutrzejszy dzień...
za dużo nerwów, złych emocji,
zamieszanie z kliniką, które nie wiem jak się skończy...
stymulacja skończona.
Ovitrelle wstrzyknięty wczoraj wieczorem...
punkcja jutro.
niedziela, 21 lutego 2016
czwartek, 18 lutego 2016
czwartek, 28 stycznia 2016
czwartek, 21 stycznia 2016
wtorek, 1 grudnia 2015
Rządowy program IVF tylko do połowy 2016 r.
Słyszałyście? czytałyście już?
uderzyło mnie to przed chwilą prosto między oczy.
ale zapewne nie tylko mnie.
są nas setki, tysiące, może miliony...
tak się zdarzyło, że mimo najlepszych chęci, naszych i lekarzy,
mimo diet - cud, uprawiania sportu, seksu i zdrowego trybu życia,
mimo łykania witamin, suplementów,
mimo wiary i optymizmu, hormonalnych huśtawek,
mimo wydeptanych setek kilometrów do gabinetów,
zrobionych kolejnych bolesnych, niekomfortowych badań
nie udaje nam się sprawić tej niby najprostszej, najbardziej naturalnej na świecie rzeczy:
- zajść w ciążę.
nie mamy wpływu na to, co dzieje się z naszym organizmem.
niepłodność niszczy duszę, psychikę,
niszczy nas jako kobiety, niszczy małżeństwa i związki...
ostatnią deską ratunku pozostaje bardzo drogie leczenie metodą IVF.
która nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ani nie daje 100 % gwarancji, że się uda...
ale jest ostatecznością - więc się jej łapiemy... bo nic więcej nam nie pozostaje.
poprzedni rząd wyciągnął do nas rękę - zrefundował IVF,
i choć jego koszt nadal daje po kieszeni - wiele par skorzystało,
wielu się udało.
doczekali się swojego Małego Wielkiego Cudu.
dziś słyszymy, że to koniec łaskawości,
nowy rząd wie lepiej co ważne i ważniejsze...
są inne sprawy, inicjatywy - "500 zł na każde dziecko" trzeba jakoś zrealizować..
z każdej strony padały pytania jak nowy rząd zamierza to zrobić.
no to już wiemy.
uderzyło mnie to przed chwilą prosto między oczy.
ale zapewne nie tylko mnie.
są nas setki, tysiące, może miliony...
tak się zdarzyło, że mimo najlepszych chęci, naszych i lekarzy,
mimo diet - cud, uprawiania sportu, seksu i zdrowego trybu życia,
mimo łykania witamin, suplementów,
mimo wiary i optymizmu, hormonalnych huśtawek,
mimo wydeptanych setek kilometrów do gabinetów,
zrobionych kolejnych bolesnych, niekomfortowych badań
nie udaje nam się sprawić tej niby najprostszej, najbardziej naturalnej na świecie rzeczy:
- zajść w ciążę.
nie mamy wpływu na to, co dzieje się z naszym organizmem.
niepłodność niszczy duszę, psychikę,
niszczy nas jako kobiety, niszczy małżeństwa i związki...
ostatnią deską ratunku pozostaje bardzo drogie leczenie metodą IVF.
która nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ani nie daje 100 % gwarancji, że się uda...
ale jest ostatecznością - więc się jej łapiemy... bo nic więcej nam nie pozostaje.
poprzedni rząd wyciągnął do nas rękę - zrefundował IVF,
i choć jego koszt nadal daje po kieszeni - wiele par skorzystało,
wielu się udało.
doczekali się swojego Małego Wielkiego Cudu.
dziś słyszymy, że to koniec łaskawości,
nowy rząd wie lepiej co ważne i ważniejsze...
są inne sprawy, inicjatywy - "500 zł na każde dziecko" trzeba jakoś zrealizować..
z każdej strony padały pytania jak nowy rząd zamierza to zrobić.
no to już wiemy.
przeraża mnie, że większość Polek i Polaków wybrała ten rząd.
rząd, który odbiera ostatnią nadzieję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




