Wszyscy wokół narzekają na pogodę.
Jak świeci słońce - to źle, bo gorąco i sucho, jak pada deszcz, to źle - bo mokro, zimno i paskudnie.
A ja lubię deszczową pogodę i zapewne lubiłabym ją nawet bardziej, gdybym nie musiała wychodzić z domu w tym czasie ;)
No ale właśnie, gdy się zmarznie, zmoknie - jeszcze bardziej odczuwa się i docenia ciepło oraz klimat swojego mieszkania ;)
Jednak do pracy iść trzeba, zrobić zakupy też trzeba, więc nie ma, że pada ;)
Za to popołudniu: gorąca herbata, koc i dobra książka, to najlepsze połączenie, gdy za oknem deszcz i wichura, przynajmniej dla mnie.
czwartek, 15 maja 2014
niedziela, 11 maja 2014
W zawieszeniu.
Właściwie tak mogłabym opisać to co się dzieje. Albo to, co się właściwie nie dzieje.
Tylko jak to możliwe, że zaraz będzie połowa maja?
Bogate plany weekendowe wzięły w łeb. Pani @ postanowiła mnie przedwcześnie nawiedzić, a jak wiadomo - gdy ona się pojawia, nic innego nie ma prawa bytu ;] obstawiam, że jej wizyta to wynik częstych i intensywnych służbowych stresów...
Ostatnimi czasy boję się cokolwiek planować, bo za każdym razem musi się zdarzyć coś, co powoduje, że z planów nici, a ja mam wk...wnerwa, że nic mi z nich nie wyszło.
Za to M bez planów żyć nie umie i wkurza się, gdy ja planowania odmawiam ;)
Tylko jak to możliwe, że zaraz będzie połowa maja?
Bogate plany weekendowe wzięły w łeb. Pani @ postanowiła mnie przedwcześnie nawiedzić, a jak wiadomo - gdy ona się pojawia, nic innego nie ma prawa bytu ;] obstawiam, że jej wizyta to wynik częstych i intensywnych służbowych stresów...
Ostatnimi czasy boję się cokolwiek planować, bo za każdym razem musi się zdarzyć coś, co powoduje, że z planów nici, a ja mam wk...wnerwa, że nic mi z nich nie wyszło.
Za to M bez planów żyć nie umie i wkurza się, gdy ja planowania odmawiam ;)
wtorek, 29 kwietnia 2014
Wirtualny odwyk.
Mało mnie ostatnio w blogosferze. Bardzo mało.
Nawet nie zauważyłam, że tyle dni minęło od mojej ostatniej tu bytności.
W tematyce niepłodnościowej nic się nie dzieje, zajmuję się różnymi innymi sprawami, nie myśląc o klinikach i leczeniu wcale.
Robię syropki z mlecza, porządkuję balkon zastanawiając się nad jego tegoroczną aranżacją i pochłaniam kolejne książki.Totalnie przepadłam.
M się trochę wkurza i irytuje, bo czuje się zaniedbany, a ja nie jestem w stanie się oderwać od lektury, gdy już uda mi się znaleźć na nią chwilę.
Nawet nie zauważyłam, że tyle dni minęło od mojej ostatniej tu bytności.
W tematyce niepłodnościowej nic się nie dzieje, zajmuję się różnymi innymi sprawami, nie myśląc o klinikach i leczeniu wcale.
Robię syropki z mlecza, porządkuję balkon zastanawiając się nad jego tegoroczną aranżacją i pochłaniam kolejne książki.Totalnie przepadłam.
M się trochę wkurza i irytuje, bo czuje się zaniedbany, a ja nie jestem w stanie się oderwać od lektury, gdy już uda mi się znaleźć na nią chwilę.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Życzę Wam..
by te Święte były dla Was czasem pełnym wytchnienia,
w ciepłej, rodzinnej atmosferze...
Niech upłyną zdrowo i spokojnie.
:)
piątek, 18 kwietnia 2014
Chroniczny stres...
Śmieszy mnie, gdy w tv, radiu, przychodniach lekarskich - z każdej strony wmawia nam się, że trzeba ograniczać stres.
Jasne, ja bardzo chętnie - tylko czy ktoś mi wytłumaczy jak to zrobić?
Mimo, że się staram - nie potrafię się nie stresować.
Jestem z gatunku tych, którzy wszystkim i wszystkimi się przejmują.
Swoje obowiązki traktuję bardzo poważnie, źle się czuję, gdy czegoś nie zrobię lub się nie wyrobię.
Tak samo w sprawach rodzinnych.
Lubię jasne sytuacje, nie znoszę niedopowiedzeń.
Jasne, ja bardzo chętnie - tylko czy ktoś mi wytłumaczy jak to zrobić?
Mimo, że się staram - nie potrafię się nie stresować.
Jestem z gatunku tych, którzy wszystkim i wszystkimi się przejmują.
Swoje obowiązki traktuję bardzo poważnie, źle się czuję, gdy czegoś nie zrobię lub się nie wyrobię.
Tak samo w sprawach rodzinnych.
Lubię jasne sytuacje, nie znoszę niedopowiedzeń.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Pierwsza wiosenna burza.
Zapowiadana w końcu się pojawiła.
jeszcze świeciło słońce, jeszcze świergotały ptaki i dosłownie w momencie zrobiło się cicho... ciemno.
rozsiadłam się wygodnie na balkonie ze szklanką herbaty...
wiatr szarpnął drzewami... chmury zakłębiły się.... rozbłysły błyskawice...
grzmoty przetoczyły się w powietrzu...
lunęło...
uwielbiam zapach deszczu i burzy...
mogłabym tak patrzeć i patrzeć na niezwykły pokaz sił Natury...
jeszcze świeciło słońce, jeszcze świergotały ptaki i dosłownie w momencie zrobiło się cicho... ciemno.
rozsiadłam się wygodnie na balkonie ze szklanką herbaty...
wiatr szarpnął drzewami... chmury zakłębiły się.... rozbłysły błyskawice...
grzmoty przetoczyły się w powietrzu...
lunęło...
uwielbiam zapach deszczu i burzy...
mogłabym tak patrzeć i patrzeć na niezwykły pokaz sił Natury...
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Chmury na horyzoncie....
Ostatnimi czasy naprawdę nie mogę narzekać na brak wrażeń.
Zarówno w sprawach domowych, jak i służbowych dużo się dzieje...
Czasem mam ochotę wyjść z siebie... i nie wracać.
I choć ciągle coś podcina mi nogi - wstaję i idę dalej.
Kiedyś - stojąc przed problemem wlazłabym pod kołdrę i użalała nad sobą.
Dziś - mierzę się z nim od razu, szukam rozwiązań, pytam, konsultuję się, rozmawiam.
Zarówno w sprawach domowych, jak i służbowych dużo się dzieje...
Czasem mam ochotę wyjść z siebie... i nie wracać.
I choć ciągle coś podcina mi nogi - wstaję i idę dalej.
Kiedyś - stojąc przed problemem wlazłabym pod kołdrę i użalała nad sobą.
Dziś - mierzę się z nim od razu, szukam rozwiązań, pytam, konsultuję się, rozmawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)